Agnieszka Bakalarz, Polaków odkrywanie Arabii Saudyjskiej, Księgarnia Akademicka, Kraków 2005, 222 s.
W dzisiejszej świadomości polskiej Arabia Saudyjska jest chyba największą czarną dziurą na mapie świata. Widziana przez pryzmat łzawych stereotypów dotyczących rzekomo straszliwego traktowania kobiet w tym kraju i tym podobnych wątków, jest, niczym czarne dziury w kosmosie, miejscem, z którego teoretycznie się nie powraca. Te będące u nas w obiegu wyobrażenia dość daleko odbiegają od świadomości mieszkańców trochę zamożniejszych krajów europejskich, którzy Saudyjczyków widują na co dzień pod postacią studentów, turystów, zamożnych rezydentów. Na ogół zresztą Saudyjczycy wydają się niemal przezroczyści. Nie mając kłopotów z własną tożsamością, nie czując zagrożenia jej utraty, bez przeszkód i oporów dostrajają się do lokalnych obyczajów. Zazwyczaj sprawiają zdecydowanie mniej kłopotów niż inni Arabowie. Golą brody, piją jak smoki i przywiązują wielką wagę do tego, by nie odbiegać strojem od standardów przyjętych w danym otoczeniu. W hiszpańskiej Marbelli wylegują się na leżakach nad brzegami basenów, w Szwajcarii chodzą jak w zegarku.
U nas to się dopiero zaczyna. Pojawiają się zaledwie pierwsi studenci i pierwsi inwestorzy, których zresztą w polskim biznesie nierzadko wita się ze źle ukrywaną podejrzliwością. Aż trudno nieraz uwierzyć, że Polska ma tak dawną i tak w gruncie rzeczy rozległą tradycję kontaktów z Arabią. Stąd też książka Agnieszki Bakalarz to i owo pozwala sobie uświadomić. Nie tylko to, od jak dawna trwają kontakty w rodzaju pielgrzymek polskich Tatarów do Mekki, nie tylko to, że Polacy mają swój wkład w dzieje europejskiej eksploracji Arabii, ale nawet sam fakt, że w ogóle utrzymujemy z Arabią Saudyjską stosunki dyplomatyczne. W świadomości wielu Polaków jest to kraj wrogi. A przecież bywało zarówno w okresie międzywojennym, kiedy Arabia Saudyjska dopiero powstawała jako państwo, bywało i w ostatnich latach coś takiego, jak wzajemne wizyty na najwyższym szczeblu - słabo odnotowane w mediach, pozbawione echa, mimo iż kraje Zatoki Perskiej należą obecnie do grona kluczowych uczestników światowej gry ekonomicznej.
Ta paradoksalna sytuacja poznawania i odkrywania - o którym mówi cała książka Agnieszki Bakalarz -, a zarazem głębokiej nieznajomości i poczucia obcości, jakie dają się wyraźnie wyczuć w aktualnej świadomości polskiej względem Arabii daje się być może do pewnego stopnia wytłumaczyć. W okresie PRL-owskim Polacy mieli okazję zaznajomić się z niektórymi krajami arabskimi, takimi jak Egipt czy Irak. Gościliśmy nawet liczne rzesze libijskich studentów. Ale w tym samym czasie Arabia starała się izolować od państw Układu Warszawskiego, próbując uniknąć możliwych inspiracji ideologicznych płynących z tego kierunku. Z kolei w okresie post-PRL-owskim nasze obcowanie ze światem arabskim opiera się przede wszystkim na ruchu turystycznym. Polacy są obeznani po raz wtóry z Egiptem, a w dalszej kolejności z Tunezją, Marokiem, Jordanią. Ci zamożniejsi znają wykwintny smak Emiratów. Ale tu raz jeszcze Arabia Saudyjska, kraj bez turystyki (pomijając oczywiście ruch pielgrzymkowy), leży niemal całkowicie poza horyzontem poznania. Tak więc kwestia "Polaków odkrywania" pozostaje nadal otwarta. I pewnie nieprędko się domknie.
